WOLNIEJ. Moje podsumowanie 2025 i co planuję na 2026.
W mijającym roku przeszłam ogromną transformację.
Zadaję sobie pytania co i jak chcę dalej robić, jak pragnę by wyglądał mój biznes, jak się czuć, co jest jeszcze moje, a co już nie.
Ja – osiągaczka, wymiataczka, kobieta “ona wszystko ogarnie”, odkrywam w sobie wysokowrazliwość, miękkość, potrzebę samotności, odpuszczenia, wycofania, zaopiekowania.
To nie jest łatwe. Bo zastanawiam się – czy moje klientki nadal będą czuły, że mi zależy? Jeśli nie będę zawsze i wszędzie? Jeśli nie będę cisnąć? Jeśli zrobię totalny rebranding i sięgnę do mojej muzycznej, kreatywnej duszy?
I rzeczywiście zrobiło się ciszej. I na zewnątrz i w mojej marce. I choć jeszcze pewne projekty kończę “po staremu”, to już wiem, że w 2026 pójdę jeszcze bardziej w inaczej. Już nie fajerwerki, nie pompa, nie narzucone sobie oczekiwania i poprzeczki, od przeskakiwania których bolą plecy.
A czy klientki widzą? W końcu mój biznes jest dla kobiet a nie stanowi jednoosobowe kółko wzajemnej adoracji (ja i ego). Kiedy tak się zastanawiałam, napisała do mnie Iza: “Karolino, brałam udział w konferencji którą prowadziłaś. Słucham twoich treści kiedy mogę. Mam bardzo mało czasu, ale staram się robić małe kroki. Chciałam Ci tylko napisać, że jesteś niesamowitą kobietą. Twoje praktyczne podejście połączone z wrażliwością jest bezcenne. Dziękuję, że dzielisz się w taki sposób swoją historią, wiedzą i doświadczeniem. Naprawdę bardzo to doceniam. Jesteś niezwykle potrzebna kobietom, bardzo wartościowe jest to co robisz, a przede wszystkim to, kim jesteś. Dziękuję”. Poczułam ulgę – tak widzą. Są. One również inne. Na innym etapie. Takim, gdzie nie potrzebują, by ktoś krzyczał.
Miałam zwłaszcza taki czas kontemplacji w Bukareszcie, gdzie byłam w listopadzie na kilkudniowym szkoleniu z którego dwa dni opuściłam bo… po prostu miałam taką potrzebę (nawet Ci nie powiem ile kosztowało). Wiesz – bez męża obok, bez dzieci, które czegoś potrzebują. Tylko ja sama ze sobą. Bez komputera. Cisza. Klarowność. Nie ma gdzie uciec przed myślami, decyzjami, przed prawdą. To wtedy poczułam, że nie ma odwrotu. 2026 musi być inny. Chcę, by był inny. Bo ja jestem inna. To nie jest o tym, że się zmieniłam. To jest o tym, że odkryłam prawdziwą siebie – to, czego naprawdę potrzebuję. Widzę też, co nigdy nie było moje.
Co się wydarzyło w 2025?
Co niezwykle ważne, moja marka przeszła rebranding. Z Superkobiety Onlajnu stałam się Carolina Business Mentor, marką osobistą podkreślającą moje muzyczne korzenie, które od tego roku wykorzystuję w pracy z moimi klientkami. Tak narodziła się pilotażowa wersja mojego nowego programu Biznes jak Symfonia, czy nowa wersja programu mindsetowego, który rusza w styczniu – Wewnętrzna Dyrygentka. A sama społeczność została – to przecież rzesze kobiet, z którymi wspólnie idziemy po monetyzowanie talentów online.
Dlaczego rebranding? Poczułam, że czas, by moja marka odzwierciedlała zmienioną mnie. Już po wystąpieniu z fortepianem i śpiewaniem z publicznością podczas TEDxWarsawWomen w listopadzie 2024 (widziałaś? LINK) oraz graniu na fortepianie na konferencji Ideas&Leaders w Nowym Jorku (poza samym wystąpieniem) widziałam, że muzyka przestaje być tylko moją osobną marką Kompozytornia, a staje się również sercem mojego biznesu mentoringowego. Przestałam walczyć z tym, że jestem muzykiem z krwi i kości, że muzyka jest we mnie tak głęboko, że nie mogę i nie chcę tego oddzielać. A katalizatorem był Mauritius i moje cudne uczestniczki tego mastermindu (o tym za moment).
Pracy było dużo bo za rebrandingiem idzie sporo zmian. To nie tylko logo. Zmieniony był każdy landing programu, zmieniałam nazwy i zawartość moich wydarzeń bezpłatnych i płatnych. Nowa odsłona konferencji online, klubu, wydarzenia stacjonarnego… bo już po prostu nie mogło być po staremu.
A co się działo u mnie?
Nadal próbowałam uciekać od tej wielkiej zmiany we mnie. Więc podróży było…. Tak, uwaga, napiszę to…. ZA DUŻO (miałam w sumie 11 wyjazdów). Jak jesteś ze mną dłużej to wiesz, że kocham podróże. Ale teraz widzę, że aby były dla mnie karmiące, to naprawdę zależy jakie i z kim. No i bez przeginania z ilością, bo wtedy pakowanie przestaje mnie cieszyć, a zaczyna ciążyć. I o ile styczniowy wyjazd z moją córką do Nowego Jorku na konferencję dał nam przestrzeń na wyjątkowy „bonding” i pobycie tylko ze sobą (czas mama-córka niczym nie zakłócony), a mastermind na Mauritiusie w marcu był absolutnie zmieniający wszystko i fenomenalny na wielu poziomach (o nim zaraz więcej), to pozostałe wyjazdy miały dla mnie często elementy przekraczania siebie. Mam dość super intensywnych szkoleń (w tym roku Barcelona, Kolonia, Bukareszt), męczy mnie też ciągłe organizowanie wyjazdów i odpowiedzialność za logistykę (w tym roku mocno to poczułam na rodzinnej wyprawie do Włoch). A tak – jeszcze niedawno wierzyłam, że to jedna z moich supermocy i byłam dumna z ogarniania wszystkiego i wszystkich. Fascynuje mnie za to wpatrywanie się w gęsi i kury z kawą w ręku (strzał w 10 z wakacjami w agroturystyce). Zapragnęłam też… po prostu zostać zaopiekowana. By ktoś ogarnął za mnie. By nie być wiecznie superwoman. Tu jest bardzo o wchodzeniu (jeszcze nieśmiało) w żeńską energię. Męska była mi przez tyle lat tak bliska, że zapomniałam, że można inaczej.
Już w Nowym Jorku coś się odzywało. Jak pamiętasz, w listopadzie zeszłego roku zamknęłam mój ostatni stacjonarny biznes. I od tego momentu inne elementy układanki zaczęły „pękać”. Bo kiedy dałam sobie prawo do tego pierwszego kroku, to potem inne sprawy potoczyły się jak domino.
Na Mauritiusie, na moim mastermindzie egzotycznym, wszystko zatrzęsło się w posadach. Był to wyjazd tak głęboki i magiczny, że naprawdę trudno go opisać słowami. To tam realnie poczułam, że nadchodzi wielka zmiana. I ona najpierw uwidoczniła się w moim rebrandingu, a potem… wszędzie indziej. Za to, jaki ten wyjazd był niezwykły, chcę podziękować moim cudownym uczestniczkom i jednocześnie bliskim koleżankom – Elenie Pawęcie, Danusi Rolinger-Bednarskiej i Kasi Krasuckiej. Wszystkie wróciłyśmy odmienione. Nurkowałyśmy z wielorybami, ale to nie było po prostu nurkowanie z wielorybami (hej, pochwalmy się, bo to fajne) – to było głębokie doświadczenie. Niby nasze wspólne, ale każda z nas przeżyła je bardzo po swojemu. To był lot wądolotem nad podwodnym wodospadem. Tylko ja i raj poniżej (ok, pilot też, ale to bycie sam na sam z tym, co się widzi, było kluczowe, więc dławiłam się łzami). Pełna wyzwań wspinaczka górska, gdzie wzajemne nasze wsparcie i zaufanie nieoficjalnemu przewodnikowi, pozwoliło nam dotrzeć na szczyt (a potem na pupach z niego zejść). Cudowne imprezy – w klubie i na plaży – gdzie błyszczałyśmy jaśniej, niż gwiazdy na niebie. Szczere rozmowy – nie tylko o biznesach. Wieczorne pływanie w basenie. Tarot i Reiki. Śmiech i milczenie. Zmiana perspektywy. Pozwoliłam sobie wyjść z roli jedynie organizatorki i naprawdę zanurzyłam się w procesie. Nie pamiętam, kiedy wracałam skądś taka szczęśliwa.
W tym roku przekierowałam się też z samego konkretu w stronę… intuicji. Przeprowadziłam wiele odczytów kart dla moich klientek, by pomóc im wyjść z głowy a wejść w serce – wiem bowiem doskonale, jak długo ja sama miałam z tym duże wyzwanie.
Co w planach na 2026?
Na razie właściwie tylko 3 rzeczy i zostawiam sobie masę przestrzeni na nowe.
Przez cały rok będę głęboko pracować z moimi klientkami w programie Wewnętrzna dyrygentka. Uwielbiam prowadzić sesje RTC (Rapid Transformational Coaching) i patrzeć na przełomy. Na to, jak kruszą się wewnętrzne mury, a kobiety – uwolnione – mogą w końcu rozkładać skrzydła i lecieć wyżej, również w biznesie. Tak przy okazji – do dziś możesz dołączyć do tego niezwykłego procesu w cenie Early Birds (zerknij tutaj). Dlaczego spotkania na żywo, skoro chcę mieć mniej zaplanowane? Bo to są te spotkania, na które się rano uśmiecham, widząc je w kalendarzu. Bo nie ma piękniejszego prezentu, jaki możemy sobie dać, niż praca z tym, co w środku, i ja chcę taki prezent dawać. Ja ze swojej strony dziękuję za taką piękną pracę Magdzie Żądło z Harmonii Duszy – poprowadziła mnie cudownie przez proces odkrywania siebie w tym roku, więc polecam ją z całego serca (Magda, jesteś boska).
Zrobię na wiosnę konferencję Od pasjonatki do ekspertki ale – w nowej odsłonie. Bo nadal bliskie jest mi wspieranie pełnych pasji kobiet na drodze do zarabiania na ich talentach. Niech świat je widzi, korzysta z nich i za nie płaci – wtedy my, jako ekspertki, możemy robić naprawdę fenomenalną robotę. Niestety bowiem, o ile nie odziedziczyłyśmy wielkich majątków, praca wyłącznie pro-bono szybko wypala. A inni na tym, że ty padniesz ze zmęczenia pracując za darmo, wiele stracą.
Kolejny egzotyczny mastermind. Czy to będzie Sri Lanka czy Filipiny? A może Wietnam? Jeszcze nie jestem pewna. Ale bez presji rzucam Wszechświatowi pragnienie powtórzenia magii z Mauritiusa.
Na pewno też poprowadzę też kilka indywidualnych mentoringów. A co więcej? Nie wiem. Nie wiem nawet, czy zrobię mój event na żywo w czerwcu. I może czytasz to i myślisz sobie – Jezu, co się z nią porobiło? Sama nie wie, o co jej chodzi! Chyba czas się wypisać z newslettera… to… śmiało – nie będę miała Ci tego za złe. Ale nie mogę dalej udawać, że jestem tą samą Karoliną, która ciśnie, osiąga i planuje kolejny milion. Poczułam to na przykład, kiedy pojawił się artykułu o mnie w Pulsie Biznesu (w ogóle dziękuję z tego miejsca bardzo Danusi Rolinger-Bednarskiej z Rolinger PR za cudne wsparcie mnie i wydarzenia She Scales, którego efektem był m.in. ten artykuł). Ucieszyłam się, ale nie tak, jak bym się jeszcze ucieszyła rok czy dwa lata temu. To trochę tak, jakby to był jeszcze mój poprzedni obraz siebie. Mój mentoring i doświadczenie są tak samo mocne, więc na pewno tym się nadal będę dzielić. Ale forma być może będzie inna.
Co jeszcze? Moja córka w grudniu skończyła 12 lat. Mój synek jutro kończy 6. Jestem taka wdzięczna za nich. Za każdą lekcję, którą od nich dostaję. Za każdy przytulas, “kocham Cię”, całusa w policzek. Cieszę się tym, bo jak pomyślę, że za kolejnych 10 lat moja córka będzie dorosłą kobietą, to trudno mi w to uwierzyć.
W listopadzie i grudniu musiałam też bardziej zaopiekować swoje zdrowie – w roku 2026 skończę okrągłe 40 lat i chcę sobie dać właściwą uwagę. Dziękuję wszystkim kobietom – tak się składa, że są to właśnie kobiety – za wsparcie, za bycie obok.
To tyle. Albo aż tyle.
Dziękuję Ci, że jesteś ze mną w tej podróży, że mogę Cię wspierać jako mentorka i coachka RTC. Albo po prostu jako Carolina – muzyczka, która zapragnęła iść w biznes. I która w tej podróży zaczyna odnajdywać prawdziwą siebie.
Życzę Ci Cudownego Sylwestra i Boskiego Roku 2026!
Opiekuj siebie.
Do zobaczenia,
Carolina
